„Still I call it magic when I’m with you.”

    Trochę mnie tu nie było, ale miałam naprawdę ciężki tydzień. Bardzo dużo zaliczeń to wiele godzin nauki, co wypruwało mi żyły na tyle, że jedyne, co chciałam robić to położyć się i pozwolić sobie wyspać się przed porannym wstawaniem. Plus jest taki, że utkwiło mi w głowie parę piosenek, ponieważ nie umiem uczyć się bez muzyki. Jedną z nich jest „Magic” zespołu Coldplay, która to od jakiegoś już czasu promuje ich najnowszą płytę.

GS   Coldplay lubiłam zawsze, jedne albumy mniej, inne bardziej. Dziś premierę ma „Ghost Stories”, ich szósty już krążek. Zaintrygował mnie on jak mało który, odkąd tylko usłyszałam pierwsze nuty „Magic”. Jak na razie tylko w ten utwór zdążyłam się wsłuchać, bo po raz pierwszy usłyszałam go już jakiś czas temu. Reszta jest na chwilę obecną bardzo świeża, ale nie jestem rozczarowana. Najbardziej chciałabym pochwalić to, co uwielbiam w płytach muzycznych – przenikanie jednej piosenki w drugą. Między innymi dzięki temu całość jest naprawdę spójna, a przez prostotę wyjątkowo konsekwentna. Zespół nie nudzi tym samym bitem przez dwie godziny, wręcz przeciwnie, album wydaje mi się raczej skromny. Muzycy postanowili na krążku umieścić zaledwie dziewięć utworów, każdy w specyficznym, ciepłym klimacie. Jeśli chodzi właśnie o klimat tego albumu. Wydaje mi się tak bardzo… eteryczny, niemal kruchy. Poza wyjątkiem jakim jest piosenka „A Sky Full of Stars”, wszystkie piosenki są tak cudownie okraszone klimatem, o którym piszę. Jak dla mnie „Ghost Stories” jest miłym, wytęsknionym odetchnieniem po mocno energetycznym poprzedniku „Mylo Xyloto”. Wśród wielu, wielu przemyśleń nad tą płytą dominuje jedno – właśnie takie Coldplay lubię.

GS2   Jest jeszcze jedna ważna sprawa! Muszę jeszcze wspomnieć o wyjątkowo ciekawej oprawie graficznej albumu. Tak jak cała płyta, tak i okładka jest wykonana prosto i skromnie, ale niezwykle ciekawie. Powiem mało obiektywnie, że ostatnio szaleję za wszystkim, co niebiesko-granatowe, więc ta grafika to dla mnie kolejny argument potwierdzający wyższość „Ghost Stories” nad „Mylo Xyloto”. :)

   To tak miłe uczucie, kiedy długo czekało się na album i lekkimi obawami przed głębokim rozczarowaniem, które na szczęście się nie spełniły. Postaram się nie robić już tak długiej przerwy, bo mam teraz więcej czasu na pisanie i oglądanie filmów. Może dziś urządzę sobie wieczorny seans?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>