„Oh, life is bitter-sweet, once you laugh and then twice you weep.”

Nie ma to jak przypomnieć sobie o blogu miesiąc po dodaniu ostatniej notki. :)

Blog nie został zawieszony, spokojna głowa. Po prostu autorka wpisów miała dużo spraw do pozałatwiania w ciągu ubiegłego miesiąca i nawet nie miała czasu, żeby przysiąść przy jakimś godnym polecenia filmie. Mimo to, obiecuję, niedługo pojawi się wpis. Już rozmyślam. :)

Trzymajcie się wszyscy.

„Blame it all upon a rush of blood to the head.”

Cóż, powiem krótko – jutro wpisu nie będzie.

Teraz troszeczkę się wytłumaczę. Mam teraz sporo nauki, sporo biegania po lekarzach. Trochę się Ola pochorowała, a dodatkowo jak na złość wszyscy panowie i panie w jej szkole postanowili w jednym tygodniu zrobić zaliczenia. Dlatego weekend będę miała zajęty rozszyfrowywaniem kserówek z anatomii, przeglądaniem obrazów z tomografii i rezonansu oraz przetwarzaniem informacji dotyczących wykonywania EKG, w międzyczasie wykorzystując minimalne chwilunie na martwienie się o własne zdrowie.

W ramach prezentacji swoich planów na przyszłość tego bloga mogę powiedzieć, że niecierpliwie czekam na premiery płyt m.in Christiny Perri czy zespołów takich jak Coldplay czy Band of Skulls. Tak, o muzyce jeszcze ciut będzie. :) A poza tym, oglądam teraz trochę więcej filmów niż do tej pory. Zawsze będę chętna podzielić się swoimi spostrzeżeniami na ich temat, więc spokojnie, to jeszcze nie koniec. :)

Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu już dam radę wspomnieć wam o czymś ciekawszym niż moje nędzne życie. Chociaż przyznam, że po tym krótkim wpisie przypomniały mi się moje blogowe lata. Może znowu coś gdzieś popiszę? Kto wie…

Do zobaczenia, trzymajcie się. :)

Obiecane orzeczenie prasowe.

Cóż, zastanowiłam się przez chwilę nad sensem pisania. Zaraz te wszystkie przemyślenia tu opiszę, najpierw jednak krótkie sprostowanie dla zainteresowanych.

    Nie zmierzam nikomu nikogo odbijać. To nie leży w mojej naturze. Mimo tych wszystkich przykrości, które się tu ostatnio pojawiły pragnę upomnieć, że nie mam już szesnastu lat. Chciałabym tylko z całkowitym możliwym spokojem zaznaczyć, że nie zamierzam odpowiadać na dziwne, infantylne pyskówki, nie widzę sensu we wzajemnym przekonywaniu siebie, kto jest bardziej szczęśliwy. Nie będę już akceptować komentarzy nie związanych z tematem wpisu, bo to zwykła walka z wiatrakami. Dziękuję.

    Wreszcie do rzeczy. Piszę, bo obiecałam, ale tak naprawdę trochę mi się poukładało w głowie zaraz po napisaniu poprzedniego wpisu. Inspiracja jest dość zdradliwa, nigdy nie wiadomo kiedy się pojawi. A tu, we wszystkich tych sprawach do załatwienia, w całym tym zabieganiu i stresie wczorajszego dnia pojawił się album, któremu bardzo chciałabym się przyjrzeć. Mimo tego, jak bardzo powala mnie ilość nauki w tym tygodniu, notki będą pojawiać się co tydzień. Muszę wypracować w sobie konsekwencję. Cóż, przecież z jakichś powodów ustaliłam taką, a nie inną konwencję cup-of-art. Potrzebuję takiej regularności, muszę kontrolować swoją pracę dość sztywnymi ramami, żeby się za bardzo nie rozmarzyć (a myśli mi tak łatwo uciekają). Co do tematyki, na razie rocka nie będzie, więc jeśli mój drogi braciszek to czyta – niech wie, że na swoją Katatonię, czy inne metalurgie poczeka. Teraz chciałabym skupić się na polskiej muzyce i na paru filmach. Na książki nie bardzo mam czas. To dość smutne, ale jedyne, co ostatnio czytam to podręczniki lub własne notatki, a wątpię, że ktoś chciałby czytać recenzję tomiska Diagnostyki Obrazowej. Wniosek dość prosty, nic się nie zmieni. Dalej będę nudzić i smęcić. Trudno było się domyślić, odkąd melancholia to moje drugie imię.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia, bo wygląda na mniej słoneczny niż był wczoraj. :)

 

Wracamy na pokład. :)

Trochę przykro jest wrócić po dwóch miesiącach i nie zastać żadnego komentarza. No nic, trudno. Zniknęłam na jakiś czas z powodów rodzinnych. Nie do końca miałam czas zajmować się przygotowywaniem i pisaniem recenzji. Ciężko było wygrzebać się z sytuacji, w której się znalazłam, ale mam nadzieję, że więcej się nic podobnego nie wydarzy.

Komentarze, czy ich brak- liczy się moje zaangażowanie. Dlatego zainspirowana pewną płytą, zapraszam do lektury w sobotę. :) Ja tymczasem żegnam się i biegnę zbierać informacje.

Seeing symphonies, hearing the art, touching colours and feeding your hearts.

Witam.

Długo zastanawiałam się, jak połączyć moją pasję do okrywania perełek w muzyce i uwielbienie dzielenia się nimi, z wrodzonym uczuciem do słowa pisanego. Do muzyki dodałam kino i książki. Tak w mojej głowie powstał pomysł Filiżanki Sztuki. Już nie mogę się doczekać tej ogromnej ilości arcydzieł, które tylko czekają, aż je odkryję.

Jeśli wszystko wyjdzie po mojej myśli, co tydzień będę prezentować tu swoją opinię na temat albumu, książki lub filmu. Mam nadzieję, że będzie można tu znaleźć pomysł na ciekawy wieczór.

Najchętniej już teraz opowiedziałabym o niedawno odkrytej płycie, czy świeżo przeczytanej książce. Jednak nawet takie amatorskie recenzje muszą być przemyślane, dlatego następny wpis ukaże się tu dokładnie za tydzień. Jeszcze nie wiem, o czym będę pisać, ale na pewno będzie to ciekawa propozycja na miłą chwilę wyciszenia przy filiżance kawy. Jestem otwarta na propozycje, jeśli ktoś chciałby poznać moją opinię a temat swojego ulubionego kawałka- serdecznie zapraszam do pozostawienia komentarza.