Ciekawość prowadzi do mądrości.

   Miałam w przerwie między zajęciami obejrzeć coś odprężającego, ale nie do końca mi się udało zrealizować ten plan. Dlatego pomyślałam, że opiszę tu film, który obejrzałam wczoraj wieczorem. Przygotujcie się na magiczne dwie godziny, które gwarantuje dramat historyczny pt. „Medicus”.

medicus   Słowem wstępu wypadałoby wspomnieć, że film jest (oczywiście, bo jak inaczej…) oparty na powieści. Autorem dzieła o tym samym tytule jest niemiecki pisarz Noah Gordon. Za produkcję ekranizacji wzięli się reżyser Philipp Stölzl i scenarzysta Jan Berger. Chociaż światowa premiera filmu miała miejsce 25 grudnia ubiegłego roku, my musieliśmy czekać aż do kwietnia. Mimo wszystko, warto było.

   Akcja filmu ma miejsce w jedenastowiecznej Anglii. Mały chłopiec o imieniu Rob, przybity śmiercią matki, prosi wędrownego znachora o szansę poznania sztuki medycznej. Przynajmniej na tyle, na ile zna ją ów balwierz. Mężczyzna tłumaczy chłopcu, że choroby, na którą zmarła jego matka, nie da się wyleczyć. Początkowo jest niechętny, by Rob z nim wędrował, ale w końcu go przygarnia. Mijają lata, a chłopiec rośnie ucząc się od balwierza podstaw medycyny, lecz nadal nurtuje go chęć zrozumienia bocznej choroby. Kiedy wychowujący go mężczyzna traci wzrok, panowie udają się do „specjalisty”, jedynego w okolicy, który umie balwierza wyleczyć. Rob zainteresowany takim cudem dowiaduje się, że taką wiedzę może posiąść jedynie pod okiem sławnego lekarza perskich królów Ibn Siny. Chłopak opuszcza Anglię, rozpoczyna długą, trudną i pełną wyrzeczeń drogę do poznania tajników medycyny.

medicus2   Jak na mój gust film jest genialny. Jasne, pełno w nim przymrużeń oka do prawd historycznych w momentach niewygodnych dla fabuły. Można się też przyczepić, że wiele szczegółów bardzo różni film od książki. Ale wiecie co? Mam to gdzieś. Dawno już nie widziałam tak wciągającego filmu. Dawno już nie oglądałam filmu, który tak skutecznie i konsekwentnie zabraniał mi odwrócić wzrok od ekranu. Nie jestem fanką historii, a tym bardziej średniowiecza, poza tym, zniechęcały mnie licznie pojawiające się wątki religijne. To wszystko przestaje być ważne, kiedy razem z Tomem Payne’m w roli Roba odkrywamy sekrety medycyny i z każdą chwilą chcemy wiedzieć więcej. Klimatem „Medicus” trochę przypominał mi „Pachnidło”, ale mogę śmiało powiedzieć, że jest mniej obrzydliwy.

   „Medicus” to jeden z takich filmów, o których chce się pisać i chce się dyskutować. Naprawdę szczerze go polecam. Teraz już kończę, ale serdecznie zapraszam do komentowania i wyczekiwania na kolejny wpis, który (mam nadzieję) będzie opowiadał o czymś równie ciekawym. A teraz pytanie: jak zabić pozostałe dwie godziny do zajęć?